Nie przegap
Strona główna » Felietony » Komu służy atom?

Komu służy atom?

Dlaczego prawie 40 – milionowy kraj – posiadający jedno z największych złóż węgla kamiennego – będzie płacił karę za ich wykorzystywanie, i to prywatnemu bankowi? Zmusi nas do tego fałszywa teoria o „globalnym ociepleniu”. Można by rzec – dla równowagi – że posiadamy również jedno z największych połaci lasów w Europie. Lasy te pochłaniają dwutlenek węgla, więc może czas, abyśmy to my pobierali opłaty za „oczyszczanie” powietrza Europy.

18 kwietnia do Polski dodatkowo przybyli najwięksi EkoKłamcy z naszego kontynentu i przekonywali nas na siłę, że gaz łupkowy też jest „zły” – oczywiście przybyli tutaj za pieniądze firm zarabiających krocie na handlu gazem. Czy to nie brzmi co najmniej dziwnie?

Chcę rozpocząć dyskusję na temat poczynań Unii Europejskiej i jej mocodawców, na temat decyzji, które mają bezpośredni wpływ na życie przeciętnego polskiego Kowalskiego. Zacznijmy może od alternatywy dla węgla, gazu, ropy. A co gdyby rzeczywiście powstała u nas elektrownia atomowa? Co tak naprawdę wiemy o energii atomowej i jej zagrożeniach?

Nie ma najmniejszej dyskusji nad aspektem ekonomicznym energii z atomu – jest to najtańsza energia jaką można pozyskać i wyprodukować zabawiając się w Boga. No właśnie – tylko czy taka zabawa jest bezpieczna? Dodatkowo mała dygresja – najtańsza nie oznacza tania, elektrownie wybudujemy za kredyty zaciągnięte w obcych bankach, wybudują je zagraniczne firmy.
Ponad dwa lata temu, miałem niebywałą okazję zaczerpnięcia świeżego powietrza w odległości 100m od reaktora elektrowni w Czernobylu. Dokładnie tego samego, który uległ zniszczeniu w wyniku nieudolnie przeprowadzonego eksperymentu.

Pokrótce dlaczego reaktor uległ zniszczeniu:
Elektrownia atomowa do działania potrzebuje prądu dostarczanego z zewnątrz. Nie jest w stanie sama siebie zasilać (system chłodzenia). Rosjanie chcieli zadać temu kłam i postanowili przeprowadzić test, elektrownia sama wytwarzając prąd, miała część z niego przekazać samej sobie. W teorii wszystko wydawało się proste, niestety reaktor podgrzano do zbyt wysokiej temperatury, jak obliczono – „czerwony guzik” naciśnięto za późno o około 24 sekundy. Wszystko co działo się w chwilę potem trudno nazwać awarią – to był kataklizm. Mało kto zdaje sobie sprawę z konsekwencji jakie do dzisiaj niesie ze sobą wybuch w elektrowni. Oficjalna liczba zgonów jest niewielka, ale nikt nie podaje liczby osób, które zachorowały bądź są napromieniowywane do dzisiaj. Jak to możliwe że do dzisiaj, skoro teren został wyludniony?

50-tysięczne miasto Prypieć oddalone o kilka kilometrów od elektrowni było w pełni samowystarczalnym miastem, nowoczesnym jak na owe czasy, chyba tylko Moskwa mogła szczycić się lepszą organizacją i infrastrukturą. Dzisiaj jest to opuszczone i zarośnięte pobojowisko, zdewastowane doszczętnie przez wojsko tuż po awarii, rozszabrowane przez bandy handlarzy i złodziei. Dzisiaj przechadzając się po mieszkaniach w blokach trudno spotkać choćby jedno kompletnie wyposażone. A przecież ludzie w momencie ewakuacji nie byli świadomi prawdziwego zagrożenia, byli przekonani, że opuszczają domy na kilka dni, pozostawili dosłownie wszystko na swoim miejscu.

link do filmu pokazującego podobną sytuację w Japonii, o czym za chwilkę: http://www.youtube.com/watch?v=yp9iJ3pPuL8

To czego nie udało się zniszczyć wojsku, zostało rozkradzione – stanowi to obecnie największe zagrożenie dla ludzi – dlaczego? Największymi akumulatora zabójczego promieniowania jest mech i metal. Czujniki Geigera potrafią wskazywać odczyt na poziomie 30 jednostek, podczas gdy położone w tym samym miejscu, ale na ziemi na mchu np. 800 jednostek. Podobnie rzecz ma się z metalem – metal powinien być utylizowany w specjalnych miejscach, jest to bardzo kosztowne i wręcz niewykonalne. Proszę zgadnąć gdzie teraz są rozkradzione z miasta Prypeć kuchenki, grzejniki, balustrady, gniazdka, przewody, naczynia, wszystko, co pozostało w domach? Proszę zgadnąć, ilu ludzi nawet nie wie co dzieje się w ich domach?
Dzisiaj samo powietrze, tzw. „tło” nie jest już tak szkodliwe dla przebywających w mieście, można tam swobodnie przebywać bez obawy o napromieniowanie równoznaczne ze śmiercią, czy chorobą popromienną. Oczywiście obowiązkowo unikamy właśnie mchu i metalu. Widok z dachu największego wieżowca w mieście jest wręcz piorunujący. Po horyzont cisza i spokój, szelest liści i nic poza nim, ani ptaków, ani zwierząt. Im jest cieplej tym „tło” jest większe, czyli promieniowanie bardziej uciążliwe dla nas – analogicznie im zimniej tym mniejsze. 100 metrów od reaktora przebywamy około 3-5 minut, dłuższy pobyt jest już niebezpieczny ze względu na przyjęte dawki. Podróż do Czarnobyla „kosztowała” mnie w przybliżeniu kilkanaście zdjęć rentgenowskich.
Dlaczego o tym wspominam? Wykonując jakiekolwiek zdjęcie rentgenowskie człowiek zabezpieczany jest w maksymalny sposób, tak by powierzchnia napromieniowana była możliwie mała, aby jak najmniejsza ilość komórek w ciele została skażona i „zainfekowana”. Przebywając w terenie napromieniowanym poddajemy się całkowicie działaniu pierwiastków. A musimy pamiętać, że one nie są z organizmu wydalane, zajmują wygodnie miejsce w naszych komórkach i sieją spustoszenie do końca naszego życia. No ale człowiek w normalnych warunkach przyjmuje naturalne dawki promieniowania z różnych źródeł, w każdym miejscu, nawet w Krakowie, Warszawie, czy Brzesku.
Skąd więc tyle hałasu o liczby?
Problem pojawia się w momencie podawania przez media głównego nurtu jednostek i dopuszczalnych norm, i tutaj powoli dochodzi do sedna tego artykułu.
Przyczynkiem do jego napisania jest awaria elektrowni w Japonii. Podawane w mediach jednostki napromieniowania uznane za mieszczące się w normach są od samego początku kłamstwem – dlaczego? Podawana norma jaką człowiek może „bezpiecznie przyjąć” zestawiana jest z dawką jaka aktualnie jest w Japonii czy na świecie (ruchy mas powietrza niosą ze sobą chmury pyłu).
Różnica polega na tym, że dawkę bezpieczną wyrażamy w jednostkach na ROK, a dawkę aktualną w jednostkach NA GODZINĘ.
link: http://www.globalnaswiadomosc.com/fukshimaklamstwa.htm
Podobnie oszukuje się jednostkami mili i mikro, pozostawiam matematykom obliczenie prawdziwych stężeń na rok. Dlaczego jest to tak niebezpieczne? Ponieważ jak wspomniałem wcześniej akumulatorami promieniowania jest głównie metal. Odsyłam do powyższego linku raz jeszcze, są podane źródła z których bierzemy powyższe.
Czy wyobrażacie sobie Państwo, że wszystko co jest na terenach skażonych zostanie usunięte i nie będzie nigdy więcej używane?
(niedawno poinformowano o cofnięciu z Rosji dostawy używanych aut z Japonii, właśnie ze względu na zbyt wysoki stopień ich skażenia)
Okazuje się, że większość wysp nadawać się będzie jedynie do wysiedlenia.
A co z eksportowanymi towarami, m.in. jedzeniem? Otóż możemy spać spokojnie! Jak się okazuje Unia Europejska w trybie przyspieszonym dokonała korekt norm dopuszczalnego skażenia jedzenia importowanego z Japonii.
link: http://urbas.blog.onet.pl/6790841,424459654,1,200,200,88089064,424505986,8168169,50,forum.html
Jedzenie od teraz mieści się w normach, jest „bezpieczne” drodzy obywatele, nikt jednak nie wspomina, że normy podniesiono w kwietniu 25 razy w górę. Czy to nie napawa nas „optymizmem”? Japonia dzisiaj przyznaje się już oficjalnie, że nie radzi sobie z problemem, nie ma na dzisiaj sposobu na usunięcie skutków awarii. Podniosła stopień ryzyka z 5-go do najwyższego 7-go – tego samego jaki otrzymała elektrownia w Czarnobylu po awarii. To jeszcze niestety nie koniec.
W elektrowni w Czarnobylu paliwem służącym do „napędzania” elektrowni był cez  i pluton. Warto tutaj wspomnieć, że paliwo takie zużywa się, a po wykorzystaniu jest składowane w pobliżu każdej elektrowni w silosach. W Czarnobylu było tego zużytego materiału kilkadziesiąt ton, w Japonii było kilkanaście razy więcej. Niestety w Japonii użyto paliwa MOX – mieszanki szkodliwej w momencie uwolnienia tysiące razy bardziej w porównaniu do klasycznego paliwa używanego w Czarnobylu. Silosy z paliwem MOX zostały rozszczelnione i spora o ile nie większość ilość substancji została uwolniona do atmosfery – będzie ona sobie teraz krążyć nad ziemią przez jakieś kilka tysięcy lat, zanim ulegnie rozkładowi. Możemy tylko się domyśleć, ile z niej spadnie po prostu na ziemię. Media francuskie i niemieckie kilka tygodni temu informowały całymi dniami swoich obywateli o przesuwającej się chmurze radioaktywnej nad terytorium Europy, wydawały stosowne komunikaty, w Polsce „nabrano wody w usta” i postanowiono nam wmawiać, że promieniowanie jest bezpieczne. No ale przecież w tej kwestii mamy zapewne większe doświadczenie niż Niemcy, czy potentaci branży nuklearnej – Francuzi. Nie próbuję tutaj nikogo straszyć, siać grozy i paniki, zachęcam jedynie Państwa do przeszukania choćby Internetu w poszukiwaniu informacji. Jest mnóstwo niezależnych mediów, posługujących się fachową wiedzą i opierających się na rzetelnych źródłach. Można się ze mną nie zgadzać!
Zapraszam do dyskusji, ale w oparciu o konkretne dane, materiały i fakty. Na koniec jeszcze tylko jedna informacja. Wg mediów głównego nurtu promieniowanie jest bezpieczne: skąd zatem nazwa dla ludzi, którzy uczestniczyli w zabezpieczaniu awarii w Japonii?
SAMURAJOWIE – tak zostali nazwani ludzie, którzy już dzisiaj wiedzą, że umierają i umrą na pewno w bardzo krótkim czasie. Żołnierze rosyjscy wysyłani na dach elektrowni w Czarnobylu nie wiedzieli jakie to stanowi dla nich zagrożenie. SAMURAJOWIE w Japonii niestety tą wiedzę mieli…. Za kilka lat będzie się im stawiać pomniki, podobnie jak tym w Czarnobylu, ale czy właśnie o to chodzi? Dzisiaj pozostało im niewiele czasu na to, by nacieszyć się rodziną i życiem, są skazani na szybką śmierć spowodowaną napromieniowaniem tysiące razy przekraczającym normy. Do ostatniej chwili Japonia nie przyznawała się do skali skażenia, ale nie jest to pierwszy raz gdzie dobro jednostki w zderzeniu z „dobrem” ogółu jest nieistotne. Pytanie tylko kim jest ten ogół?
Czy na pewno chcemy u nas elektrownię atomową? Tak, ja jestem za, dlaczego? Ta która ma być budowana w Polsce, to już inna klasa bezpieczeństwa. Do wyboru mamy 2 opcje, obie wydają się być bezpieczne. Jest tylko jeden problem – znając naszych polityków, nie dadzą nam tej energii w prezencie, ani za niższą cenę niż obecna, będą nas okradać dopóty, dopóki będziemy się na to zgadzać. W tej sytuacji wolę płacić haracz zwany podatkiem węglowym i nie ryzykować, że komuś przyśni się eksperyment w Polskiej elektrowni.
Zapraszam do przeczytania powyższych linków, poszukiwań i czytania informacji z wielu źródeł, wyciągania z nich wniosków, przeciwstawiania ich sobie i wyrabiania sobie własnego zdania na konkretne tematy, zamykanie się we własnym getcie informacyjnym, zamykając nszą świadomość, a udając że jest tylko białe i czarne, do niczego dobrego nie dojdziemy – świat jest różnokolorowy i od nas samych zależy czy poddamy się gotowym informacjom podanym na pasku w TV, czy sami poszukamy alternatywy.
Jest jeszcze inna opcja: zabawiając się w Boga, fizycy zdolni są do opanowania skażenia w ciągu kilku dni, wg raportów naukowych możliwe jest zneutralizowanie skutków promieniowania. Stąd można by wytłumaczyć informację o skażeniu wody pitnej w Tokyo jednego dnia, a drugiego dnia informację o tym, że już woda jest zdatna do picia, opierając się na doświadczeniach i znajomości fizyki dostępnej dzisiaj, jest to po prostu niewykonalne. Ludzie w Japonii wyposażeni są w proste testery wody czy żywności, które pokazują stan faktyczny wody – nie można więc bezkarnie podać takiej informacji nie narażając się na śmieszność i zarazem złość obywateli.
Wkraczamy tutaj w kraine fizyki i narzędzia, które zdolne są do całkowitej destrukcji osiągnięć człowieka, jak i do neutralizowania jej skutków – to już naprawdę zaczyna być zabawa w Boga. Czy właśnie dlatego SAMURAJOWIE do dzisiaj są nieznani personalnie? Nikt nie wie kim są, to ludzie widma. Myślę, że czas pokaże co jeszcze najwięksi gracze na świecie mają w zanadrzu i czym się pochwalą. Tymczasem zapraszam do czytania.
18 kwietnia – fukishima znów daje o sobie znać:

http://www.weatheronline.pl/weather/news/fukushima?LANG=pl&VAR=webcam&SAT=201104180900

www.urbas.blog.onet.pl – szczególnie w komentarzach można znaleźć prawdziwą kopalnię wiedzy,
sporo linków i tekstów z podanymi źródłami
www.konservat.pl
www.wolnemedia.pl
www.globalnaswiadomosc.com
www.bibula.com

Marcin Chrapusta

Zostaw odpowiedź.

Twój adres email nie będzie opublikowany.Pola wymagane *

*