Nie przegap
Strona główna » Kultura » Międzynarodowa Noc Muzeów na Zamku w Dębnie – dziesiątki artystów i tłumy gości

Międzynarodowa Noc Muzeów na Zamku w Dębnie – dziesiątki artystów i tłumy gości

Organizatorzy tegoroczna Międzynarodowa Noc Muzeów na Zamku w Dębnie zaproponowali przybywającym gościom szybki przegląd epok według scenariusza – „Spacerkiem przez epoki i style”.

Projekt zrealizowany został przy współpracy z Dębińskim Centrum Kultury, z Grupą Teatralną GT działającą przy parafii  Miłosierdzia Bożego w Brzesku, ze Szkołą Muzyczną Yamaha w Tarnowie, z Fundacją Timszel, z Grupą Teatralną „Sprawa Drugorzędna” z Brzeska, a także ze Scholą Affectus Populi z Łysej Góry – członkami Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Łysogórskiej KRAKUS.

Zaangażowanie tak wielu osób, w sumie ponad 80, zarówno dorosłych jak i młodzieży, a nawet naprawdę małych dzieci, którzy np. byli członkami grupy muzyków w sali rycerskiej pozwoliło na zrealizowanie przygotowywanego przez kilka miesięcy wydarzenia, które cieszyło się ogromnym powodzeniem. Przygotowania obejmowały nie tylko wymyślenie  samych scenek, ale również zgromadzenie odpowiednich rekwizytów: szycie strojów, robienie peruk itp.

Nie bez znaczenia była również okoliczność, że pogoda w ten sobotni wieczór była bardzo przyjemna, co pozwoliło tłumnie odwiedzającym zamek gościom spokojnie odczekać dość sporo czasu na swoją kolejkę do wejścia na zamkowe komnaty. Przez pięć godzin trwania imprezy tych gości przybyło aż 1305. Biorąc pod uwagę że grupy liczyło po ok. 25 osób, więc wpuszczane były co kilka minut, a uczestniczący w pokazach aktorzy musieli odtworzyć swoje scenki ok. 50 razy. To pokazuje ogrom zaangażowania, a jeżeli uwzględnić, że całą tą pracę wykonali pro bono, czyli zupełnie za darmo, to tym większe uznanie zarówno dla aktorów jak i dyrekcji muzeum, że udaje się jej utrzymywać przyjazne relacje z tyloma grupami i zaprosić do współorganizacji przedsięwzięcia które, jak widać, cieszy się ogromnym zainteresowaniem.

 Aby czas na dziedzińcu w oczekiwaniu na wejście do pomieszczeń zamkowych się nie dłużył, goście byli zabawiani przez kuglarzy, którzy zapraszali przybywających do tańca, spróbowania własnych sił przy podnoszeniu ciężarów itp. Natomiast na straganach sprzedawcy oferowali swoje towary głośno je zachwalając. Dla tych którzy pragnęli bardziej posmakować dawnych czasów nie zabrakło dawnego, staropolskiego jadła o które zadbał p. Andrzej Kubala – zaprzyjaźniony restaurator z Dębna. W związku z koniecznością odstania swojego w oczekiwaniu na wejście do pomieszczeń zamkowych, fajnie brzmiały słowa „szanowni dostojnicy”. No cóż, skoro tu już jesteśmy, do jakoś „dostoimy” i wejdziemy do zamku. I jak tu nie kochać języka polskiego, który potrafi być tak niesamowicie wieloznaczny i chyba nie do ogarnięcia do końca przez cudzoziemca.

Dla zwiedzających organizatorzy przygotowali swego rodzaju „lapidarium”, gdzie w sześciu scenkach można było przejść przez poszczególne epoki. W każdej zamkowej komnacie młodzi narratorzy wprowadzali odpowiednimi informacjami, w klimat  i nastrój epoki którą przedstawiali, a uczniowie i nauczyciele Szkoły Muzycznej YAMAHA w Tarnowie przygrywali na różnych instrumentach utwory charakterystyczne dla danej epoki.

 „Wędrówkę” przez epoki i style grupy zwiedzających pod opieką przewodników rozpoczynały, przenosząc się w odległe czasy średniowiecza. W zamkowej Kaplicy można było zobaczyć dawne skryptorium i pracę mnichów przepisujących stare księgi, a także pokutującego biczownika i trędowatego żebraka.

W Sali Rycerskiej zamku przestawiona została etyka rycerskiej miłości dworskiej, bogate stroje i zwyczaje tamtej odległej epoki. Zaprezentowana została kopia  średniowiecznego malarstwa tablicowego, wykonanego przez słuchaczy Policealnego Zawodowego Studium Plastycznego w Tarnowie w ramach zajęć z renowacji wyrobów snycerskich oraz rysunku i malarstwa.

W Komnacie Barokowej na wchodzących czekali: Marysieńka i Jan III Sobieski, czytając swoją płomienną korespondencję w pewien sposób odsłaniali ówczesną moralność i obyczajowość. Słuchając ich i spoglądając na ich wspaniałe, bogate, pełne ozdób i biżuterii stroje, można było odczuć przynajmniej przez chwilę bogactwo i przepych tej epoki.

W Salonie Rokokowym pojawiły się kolejne wątki związane z modą, toaletą, a w szczególności z bogatym uczesaniem, które w owych czasach było najważniejszym elementem damskiego wyglądu. Nie zapomniano też o prezentacji okazałych szerokich sukni na stelażach, których spody składały się nawet z ośmiu obręczy fiszbin, wikliny, pikowanego włosia. Interesująca była informacja, że te niezwykle skomplikowane fryzury były przez fryzjerów robione czasem nawet przy pomocy drabiny, a ich właścicielki spały w pozycji półsiedzącej. Następnego dnia jedynie poprawiano coś co mogło się zniszczyć. Zdecydowanie największe wrażenie w tej scence wywołała jednak prezentacji samych fryzur i sukni, co opis ówczesnych poglądów (i co gorsza, związanych z nimi praktyk) dotyczących higieny osobistej. Okazuje się, że były takie czasy, gdzie woda i mydło nie były pierwszym przyjacielem największej nawet elegantki (i eleganta) a nawet najbogatsze suknie i najdroższe klejnoty nie  były w stanie odwrócić uwagi od ekstremalnych doznań które dostarczały zmysły powonienia.

Z kobiecą modą następnych stuleci, począwszy od romantyzmu, aż do XX wieku można było zapoznać się w Sali Koncertowej. Szkoda, że ze względu na krótki czas pokazu nie było możliwości zapoznać się z modą męską z tego okresu.

Po pokazie mody kobiecej, która obejmowała juz wiek XX,  na zakończenie jeszcze ponowny szybki skok do średniowiecza. W zamkowych podziemiach – dawnych lochach, organizatorzy przygotowali jeszcze dwie scenki. W pierwszym lochu przestawiona została  scena sądu, a właściwie śledztwa  nad oskarżoną o czary młodą kobietą, i wymyślne tortury jakimi nieszczęśnicy byli poddawani aby „przyznać” się do zarzucanych im czynów.  W ostatnim pomieszczeniu można było sie dowiedzieć o pracy średniowiecznego kata. Wbrew pozorom kat nie zajmował się jedynie ścinaniem głów, ale wyłapywaniem psów bezpańskich (czyli taki jakby chycel) a nawet, o dziwo ……nastawianiem kończyn, do czego pomocna mu była dogłębna wiedza w zakresie anatomii, którą nabywał w drodze kilkunastoletniej nauki tego bardzo specyficznego zawodu. Całość kończyła się efektownym obcięciem głowy.

Po takich doznaniach grupa z wielką chęcią pędziła do drzwi wyjściowych, aby z lochów jak najszybciej wydostać się na zamkowy dziedziniec, gdzie trwał nadal jarmark, a kolejne grupy gości czekały na swoją kolejkę.

brzesko.info.pl

Foto: Maciej Mazur 

Zostaw odpowiedź.

Twój adres email nie będzie opublikowany.Pola wymagane *

*