Nie przegap
Strona główna » Felietony » Przyzwyczaili się do zmian…

Przyzwyczaili się do zmian…

Rozmowa z burmistrzem Brzeska Grzegorzem Wawryką (część 2)

(Wywiad autoryzowany)

Uważa Pan, że o dobrej kondycji gminy świadczy ponad dwa tysiące działających na jej terenie podmiotów gospodarczych. Jest ich zatem mniej więcej tyle, co dziesięć lat temu. Ta liczba wcale nie rośnie. Czy taka stabilizacja to także rozwój?

Na sprawę należy popatrzeć przez pryzmat każdego z tych podmiotów. Z jednej strony przecież, skoro przez wiele lat firmy te utrzymują się na niełatwym rynku i umacniają swą markę, to jest to dobry objaw. Oczywiście były takie, które zawiesiły działalność, a ich miejsce zajmują nowe. Z drugiej strony taka utrzymująca się stabilizacja jest możliwa dzięki działaniom, które podejmujemy. Choćby takim, jak przyjmowany co roku plan zagospodarowania przestrzennego, który między innymi uwzględnia oczekiwania lokalnych przedsiębiorców i stwarza przyjazne warunki do rozwoju. Służy temu też niepodnoszenie na przestrzeni ostatnich lat podatków oraz rozwój infrastruktury technicznej.

Plany te konsultuje Pan z przedsiębiorcami?

To głównie punktowe plany zagospodarowania, o które występują zarówno przedsiębiorcy, jak i indywidualni mieszkańcy czy instytucje. Sami też obserwujemy zachodzące w tym zakresie zmiany i również wychodzimy z inicjatywą. Przynajmniej raz w roku organizujemy spotkanie przedsiębiorcami z terenu gminy i rozmawiamy o różnych problemach, także związanych ze wspomnianymi planami zagospodarowania i potrzebami infrastrukturalnymi.

Cały czas obracamy się wokół małych przedsiębiorców, bo fakty są takie, że od kilkunastu lat nie pojawił się w Brzesku duży inwestor.

Ze strony gminy jest otwartość, by ich przyjmować na naszym terenie. Zapraszamy szczególnie na dwa znajdujące się tutaj obszary przeznaczone na rozwój przedsiębiorczości. To należące do prywatnego właściciela Rędziny oraz gminny teren w Buczu, przy północnym zjeździe z autostrady.

O otwarciu gminy i zaproszeniu słyszy się od wielu lat. Okazuje się, że to za mało, by przyciągnąć inwestorów.

Staramy się intensyfikować działania w tym kierunku – prowadzimy rozmowy z prywatnym właścicielem wspomnianych terenów, próbujemy wypracować korzystne warunki dla ewentualnych inwestorów. Nie zawsze jednak mamy wpływ na oczekiwania właściciela gruntów. Ostatnio podjęliśmy współpracę z Krakowskim Parkiem Technologicznym, mającym duże doświadczenie w organizacji stref ekonomicznych.

Pomocne mogą okazać się fundusze unijne. O dofinansowanie jakich projektów ze środków UE będzie aplikować gmina w najbliższych latach?

Mamy określone priorytety. Przede wszystkim chcemy kontynuować działania związane z ochroną środowiska. Mam na myśli dokończenie wodociągowania, zostały już tylko niewielkie odcinki w Porębie  Spytkowskiej i Mokrzyskach oraz dalsza kanalizacja. Jest już przygotowana dokumentacja na kanalizację ulic Witosa i Podgórskiej w Jadownikach oraz ul.Warszawskiej w Jasieniu. To wielomilionowe inwestycje, ale istotne, że pozwolą uzyskać efekt ekologiczny. Wreszcie, przy udziale RPWiK, jest w planie rozbudowa oczyszczalni na Zajaziu. Chcemy, by mogła ona obsłużyć część Jadownik oraz miejscowości Szczepanów, Bucze, Mokrzyska.

Stać na to wszystko gminę? Przecież fundusze unijne nie pokrywają w całości kosztów realizacji projektów.

Poradzimy sobie z tym. Jak wspomniałem, zadania te będziemy realizować za pośrednictwem RPWiK, przedsiębiorstwa, w którym gmina ma znaczące udziały. Spółka udźwignie te zadania i zabezpieczy środki na wkład własny… Ponadto  z większych przedsięwzięć zakładamy inwestować w modernizację obiektów użyteczności publicznej, czyli w remonty placówek szkolnych, a także urzędu miejskiego. Będziemy korzystać z funduszy przewidzianych na drogi w Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich. W planach jest też budowa trzech boisk w Jadownikach, Porębie Spytkowskiej i Jasieniu, rewitalizacja części placów Żwirki i Wigury oraz Kazimierza Wielkiego oraz zespolenie w jedną placówkę szkoły podstawowej i przedszkola w Jadownikach.

To kosztowne przedsięwzięcia. Tymczasem właściwie od lat nie poprawia się sytuacja w budownictwie mieszkaniowym. Środki na opracowanie dokumentacji technicznej bloku z lokalami komunalnymi bądź socjalnymi przekładane są z roku na rok i nic z nich nie wynika. A w tych mieszkaniach, które znajdują się w zasobach gminy – np. w budynku przy pl. Kupieckim – panują warunki urągające ludzkiej godności.

Przede wszystkim liczę na uruchomienie zapowiedzianych przez panią premier krajowych programów w tym zakresie. Tylko czekamy na to, kiedy moglibyśmy skorzystać z takich środków przeznaczonych na budowę między innymi mieszkań czynszowych czy pod wynajem.

To jednak pewnie dość odległa perspektywa.

Istotnie, trudno wskazać na konkretny termin, ale jeśli ustawa wejdzie w życie i otrzymamy środki, gmina jest przygotowana na wejście w taki projekt. To jest kwestia wykonania dokumentacji, otrzymania stosownych pozwoleń i przeznaczenia przez gminę gruntów na budowę.

Pomysł z budową takich mieszkań przy ul. Rzeźniczej i Partyzantów już jest nieaktualny?

Budowę przy ul. Rzeźniczej wstrzymały protesty mieszkańców. Natomiast projekt przy ul. Partyzantów jest nadal otwarty, ale to kwestia wspomnianych środków.

A co zrobić już teraz z lokatorami budynku socjalnego/komunalnego?

Nie zapominamy o nich. W lokalach znajdujących się w zasobach gminnych MZGM ciągle wykonuje remonty i naprawy. Środki otrzymuje od gminy bądź pozyskuje z różnych programów pomocowych.

Przyglądając się konstruowaniu budżetu i słuchając tego, co Pan mówi, można dojść do wniosku, że budowa dróg i chodników to najważniejsze i najpilniejsze inwestycje. Czy istotnie determinują one rozwój gminy i mają taki właśnie charakter prorozwojowy?

Uważam, że jest to bardzo ważne i nie tylko dla działających tutaj firm, ale także dla mieszkańców, którzy przyzwyczaili się chyba do tego, że w ostatnich latach sporo dróg pobudowaliśmy. No więc oczekują na kolejne. Jeśli dojdzie do skutku budowa drogi od zjazdu z autostrady do drogi na Nowy Sącz, co niedawno deklarował minister infrastruktury, wszyscy przekonają się, jak bardzo ta inwestycja jest Brzesku potrzebna.

A kiedy się o tym przekonamy?

To perspektywa kilku najbliższych lat, ale minister zapowiedział, że ten odcinek w Brzesku będzie pierwszym etapem modernizacji drogi nowosądeckiej.

O ile nie trzeba tłumaczyć wagi takiego rozwiązania, to trudno zgodzić się z tym, że nie było pilniejszych inwestycji drogowych w mieście niż ostatnio oddane do użytku rondo przy zbiegu ulic Brzezowieckiej i Legionów Piłsudskiego. Jeśli to jest jeden z tych prorozwojowych projektów, to co Pan powie mieszkańcom ulicy Browarnej, od lat narażonych na nieznośny transport tirów, czy ulicy Ogrodowej, gdzie skrzyżowanie z ulicą Królowej Jadwigi wymaga w trybie pilnym przebudowy? To wyjątkowo niebezpieczne miejsce w mieście.

Ulica Ogrodowa w tej części będzie remontowana jeszcze w tym roku. Problem w tym, by wyprowadzić stamtąd ruch autobusów, a to nastąpi po wybudowaniu – może już w przyszłym roku – dworca autobusowego. Natomiast gdyby modernizacja skrzyżowania Browarnej z Mickiewicza kosztowała tyle, co wspomniane przez pana rondo, to z pewnością dawno byśmy się tym zajęli. Przecież na remont tylko chodników w tym miejscu wydajemy ogromne pieniądze. Ponadto pamiętajmy, że droga przy ul. Mickiewicza jest drogą krajową. Natomiast gdyby browar włączył się w przebudowę Browarnej na pewno podjęlibyśmy się tego zadania. Ale po niedawnym spotkaniu z dyrekcją zakładu wiemy, że browar zainteresowany jest budową nowego dojazdu, więc z naszej strony zrobimy wszystko, by proces administracyjno-prawny przebiegł jak najszybciej. Zgodnie z deklaracjami, do końca roku ma być decyzja o warunkach do zabudowy, a jeśli tak, to inwestycja realizowana w trybie „zaprojektuj i wybuduj” może być zakończona w niedługim czasie.

Tworząc mieszkańcom Brzeska, szczególnie tym młodym, przyjazne warunki do rozwoju, zapomniano o wielu bardzo istotnych dla nich kwestiach, choćby o żłobkach. Gmina ich nie zakłada, ani też nie pomaga tym, którzy je albo już prowadzą, albo chcieliby je utworzyć.

Nie mówi pan jednak o tym, że akurat nasza gmina jest liderem pod względem środków angażowanych w oświatę i wychowanie. W regionie nie ma drugiej takiej gminy, która miałaby aż tyle przedszkoli, a finansujemy nie tylko te publiczne. Mamy ich obecnie aż 17, a od lipca będzie o jedno więcej. Jednak nie każde zadanie możemy współfinansować, bo m.in. żłobki funkcjonują na zasadzie prowadzenia  działalności gospodarczej. Ale nie wykluczam wspierania tych placówek, mimo że samorządy nie otrzymują na tego typu zadania dodatkowych środków. Trzeba jednak pamiętać, że skoro rokrocznie nasza gmina dokłada do subwencji oświatowej  po kilkanaście milionów złotych, to po prostu na inne cele nie starcza pieniędzy. Problem finansowania oświaty to jednak nie tylko nasz problem, lecz wszystkich samorządów.

Uważa Pan, że dystrybucja pieniędzy na kulturę jest właściwa, a oferta placówek prowadzących działalność w tym zakresie zaspokaja oczekiwania mieszkańców? Z czego to wynika, że podczas kwietniowych, niebiletowanych dwóch koncertów w Regionalnym Centrum Kulturalno-Bibliotecznym pojawiła się garstka widzów?

Myślę, że oferta  proponowana przez MOK i PiMBP jest bogata. Nie ma tygodnia, by w RCK-B nie odbywało się kilka imprez artystycznych czy spotkań. Fakt, często przychodzą na nie te same osoby. Dał pan mało przekonujący przykład na to, że oferta imprez kulturalno-rozrywkowych realizowanych w RCK-BD jest słaba. Zarówno koncert charytatywny jak i młodzieżowego zespołu  „Moja szkatuła” zgromadziły po 70-80 osób (na pierwszym było ok. 25 osób, na drugim niewiele więcej – przyp. ml). A przecież należy wspomnieć, że chociażby  podczas jubileuszowy koncert zespołu „Porębianie”, czy występu kabaretu podczas Święta Kobiet, też imprez niebiletowanych, sala pękała w szwach . Nie wspomnę o występach uznanych kabaretów czy zespołów, gdzie na długo przed terminem występów brakuje biletów. Jeśli ktoś jest niezadowolony, niech zaproponuje dyrektorkom instytucji kulturalnych swoją ofertę. Nie można tylko krytykować, a w organizowanych imprezach nie uczestniczyć. Póki co, z sugestiami rozszerzenia działalności nie spotkałem się. Gmina stworzyła do rozwoju szeroko pojętej kultury warunki bardzo dobre, a jak one zostaną wykorzystane, to już zależy od aktywności mieszkańców.

A czy finansowanie plenerowych koncertów w czasie dni miasta ma w ogóle sens?

Uważam, że Dni Brzeska są dobrze organizowane, zapraszamy każdorazowo dobre zespoły, z najwyższej półki. Świadczy o tym frekwencja na koncertach. Szukamy nowej, świeższej formuły i zapraszamy do konsultacji wszystkich, którzy mają ciekawe pomysły. No cóż,  zawsze ktoś będzie niezadowolony z wybranego zespołu  czy programu artystycznego, ale musimy się z tym liczyć.

Brzesko mogłoby przecież wypromować jakąś imprezę, która wyróżniałaby go od wielu podobnych organizowanych w okolicznych miejscowościach?

Z pewnością takim sztandarowym wydarzeniem jest Diecezjalne Święto Chleba. Od kilkunastu lat organizuje je nie tylko gmina i parafia św. Jakuba, ale także MOK, starostwo i lokalni rzemieślnicy. Z pewnością starszej imprezy o takim charakterze, nie licząc dożynek, nie ma w regionie.

Twierdzi Pan, że sprawy gminy mają się jak najlepiej, Brzesko rozwija się w sposób satysfakcjonujący mieszkańców i nie należy się bać zadłużenia. Czy zatem nic nie dały Panu do myślenia wyniki ostatnich wyborów? Przecież nieco więcej niż połowa biorących udział w wyborach w pierwszej turze nie głosowała na Pana, wyraźnie dając sygnał swej dezaprobaty dla tego, co wydarzyło się w poprzednich dwóch kadencjach.

Ostatnia kampania była specyficzna, czego przykładem była przegrana wielu dotychczasowych wójtów i burmistrzów. Z pewnością duży wpływ na to miał szyld partyjny, pod jakim ich konkurenci startowali. Proszę jednak zauważyć, że w pierwszej turze, najbardziej obiektywnej, bo w drugiej o wyniku decyduje frekwencja, wygrałem różnicą 15 procent. A do pełnego zwycięstwa zabrakło mi kilkudziesięciu głosów, więc trudno mówić o dezaprobacie. Trzeba również pamiętać, że główny rywal to doświadczony i znany samorządowiec. Poza tym znamiona kampanii negatywnej również spowodowały, że straciłem trochę głosów. Bez względu jednak na wyniki wyborów, to oczywiście nie uważam, że  wszystko udało się zrobić idealnie. Daleki jestem od popadania w zachwyt i samouwielbienie. Z różnych przyczyn niektóre sprawy nie zostały załatwione lub ich realizacja nastąpiła z opóźnieniem, ale takie jest prawo radnych do odmiennego zdania niż burmistrz i urzędnicy. Mam świadomość, że wiele jest do zrobienia i dotyczy to także tej kadencji. Ale chcę podkreślić, że sytuacja samorządów jest dzisiaj o wiele trudniejsza niż kilkanaście lat temu, przede wszystkim przez obciążenia, jakie są nakładane na gminę, bez zapewnienia odpowiednich środków na ich realizację. Jednak prawda jest też taka, że mieszkańcy przyzwyczaili się do pozytywnych zmian i samorząd ma je szybko zrealizować…

Rozmawiał MAREK LATASIEWICZ

Nasz komentarz

Pytania o wizję

Skoro burmistrz Grzegorz Wawryka udziela wywiadu gazecie, z którą kierowany przez niego urząd nie jest powiązany umową promocyjną, to niewątpliwie jest to przełom w polityce informacyjnej brzeskiego magistratu. Nawet jeśli unika konkretów w odpowiedziach, to w istocie pozytywna zmiana. I oby nie była tylko przypadkiem incydentalnym.

Inna sprawa, że burmistrz w wywiadzie publikowanym w dwóch częściach (pierwszą zamieściliśmy w wydaniu marcowym) prześlizguje się po wielu tematach, zarówno tych pryncypialnych dla gminy, jak i ważnych dla tzw. zwykłych mieszkańców. Według niego, sprawy idą w dobrym kierunku, Brzesko rozwija się prawidłowo, a jedynym zagrożeniem zdają się być obciążenia nakładane na samorząd bez zapewnienia odpowiednich środków na ich realizację. Można by powiedzieć, że dobra zmiana nie jest tutaj potrzebna, bo ona dokonuje się permanentnie od lat.

Tymczasem, co każdy na co dzień widzi wokół siebie, tak pięknie nie jest. Lista problemów, czekających na rozwiązanie – nawet dłużej niż trzy kadencje obecnego włodarza – jest ciągle spora. Oczywiście, nie rozwiąże się ich bez pieniędzy, a tych wcale nie przybywa do gminnej kasy. Wręcz przeciwnie, bo przy mniej więcej stałych wpływach, rosną wydatki. Burmistrz nie daje odpowiedzi na pytanie jak oddłużyć gminę, nie mając realnych pomysłów na zwiększenie dochodów. Wyprzedaż majątku tylko doraźnie łata dziury w budżecie. Sytuację mogą zmienić tylko albo nowi inwestorzy, albo rozwój istniejących firm. Od wielu jednak lat ani jeden strategiczny przedsiębiorca nie pojawił się w gminie, a fakt, że już funkcjonujący szukają miejsc do rozwoju poza Brzeskiem, dowodzi raczej, iż współpraca władz z nimi też nie jest optymalna.

Niestety, nasz rozmówca nie mówi nic o przyszłości bądź kreśli niejasny obraz rozwoju. Inna sprawa, że takiej docelowej wizji nikt do tej pory nie stworzył. Nie zrobiły tego ekipy ani Grzegorza Wawryki, ani jego poprzedników. A bez określenia strategicznych celów i podejmowania konsekwentnych, długofalowych działań, zarządzanie gminą sprowadza się do podziału niewielkich zresztą środków na „dalszą kanalizację, dokończenie wodociągów i budowę kolejnych dróg”. Pan burmistrz nie precyzuje w jakim kierunku, wykorzystując swoje niezaprzeczalne walory, Brzesko powinno się rozwijać. Nie wiemy, czy w swej koncepcji zarządzania gminą samorząd uwzględnia problemy demograficzne, które dotykają nie tylko Brzeska. Z jego deklaracji wynika, że zajęcia się palącymi kwestiami społecznymi, takimi jak budownictwo komunalne czy programy prorodzinne, można spodziewać się raczej w dalszej niż bliższej perspektywie. Chcielibyśmy też otrzymać odpowiedź, dlaczego wykładając dużą część budżetu na inwestycje związane z ochroną środowiska, nie podejmuje się skutecznych innych działań proekologicznych, dotyczących m.in. smogu nad miastem, który przekracza już dopuszczalne normy.
A czy komunikacyjny tłok na głównych ulicach miasta, coraz bardziej zagrażający bezpieczeństwu mieszkańców, nie powinien być traktowany priorytetowo? Podobnie jak osiedla miejskie, zwłaszcza te starsze, których stan i otoczenie wołają o pomstę do nieba? Burmistrz twierdzi, że gmina tworzy mieszkańcom należyte warunki do wszechstronnego rozwoju. To prawda, ale dlaczego dysponując tak dobrą bazą, brzescy sportowcy nie mogą pochwalić się znaczącymi sukcesami, a oferta kulturalna z pewnością nie zaspokaja oczekiwań? Czy to istotnie problem tylko braku aktywności mieszkańców? A co dla przyszłości miasta wynika z faktu liderowania w rankingach określających ilość środków przeznaczanych na oświatę?

Podobnych pytań, oczekujących na odpowiedź, jest znacznie więcej. To pytania o wizję rozwoju gminy, jej strategię, o kierunek, w jakim powinna zmierzać. Warto by jednocześnie zapytać obecne władze, czy opierają się w swych działaniach o rzetelnie przeprowadzone badania i fachowe ekspertyzy społeczno-gospodarcze. Samorządność sprowadzona jedynie do gry partykularnych interesów zawsze bowiem prowadzi do bylejakości. Nawet wówczas, gdy – jak mówi burmistrz – jest dobrze. Bo przecież zawsze może być lepiej. A nawet powinno być…  


Maciej Mazur
Marek Latasiewicz

1 komentarz

  1. Z tego słownego pojedynku i tak dla Brzeska nic nie wyniknie!

Zostaw odpowiedź.

Twój adres email nie będzie opublikowany.Pola wymagane *

*

Zwiększ czcionkę
Zmień kontrast