Nie przegap
Strona główna » Felietony » Wszystko zaczyna się od pierwszej Iskry

Wszystko zaczyna się od pierwszej Iskry

IMG_1406

Drużyna LKS Iskra prawie w komplecie

Ludowy Klub Sportowy „Iskra” Szczepanów jest małym klubem, który w swojej historii przeszedł już wiele wzlotów i upadków. Zawsze jednak podnosił się i nadal funkcjonuje, chociaż nigdy nie miał i nadal nie ma łatwo, a zmieniające się okoliczności, w tym również te społeczne związane ze sposobem życia współczesnej młodzieży, stawiają coraz większe wymagania. Propozycje spędzania wolnego czasu, które były dobre jeszcze kilka lat temu, obecnie już się nie sprawdzają. Trzeba nieustannie się zmieniać, co nie jest łatwe, jak się nie dysponuje dużymi środkami i atrakcyjną ofertą.

Klub nie posiada swojej siedziby, bo trudno za taką uznać blaszak na boisku. Można się tam schronić przed deszczem, przebrać przed i po meczu, ale nie jest to miejsce gdzie można by przechowywać dokumenty, czy eksponować zdobyte nagrody: puchary i inne trofea. Byłoby idealnie gdyby takie miejsce istniało. Gdyby można było zorganizować taki mały własny Hall of Fame – Galerię Sławy, miejsce gdzie można powiesić zdjęcia najlepszych zawodników czy też zasłużonych działaczy. Coś takiego buduje poczucie wspólnoty. Młodsi mogliby się uczyć, że Klub ma swoją bogatą historię, że warto się wysilać aby dopisać do tej historii swój własny rozdział.

Prezes Grzegorz Kopacz podczas porządkowania kwatery wijskowej na szczepanowskim cmientarzu

Prezes Grzegorz Kopacz podczas porządkowania kwatery wojskowej na szczepanowskim cmientarzu

LKS „Iskra” jest tak naprawdę bezdomna. Nie ma swojej siedziby, a całe biuro mieści się w przysłowiowej teczce prezesa.
Prezes Iskry Grzegorz Kopacz, jest z wykształcenia inżynierem logistyki i transportu. Prezesując Iskrze ma wyjątkową okazję doskonalić swoje umiejętności w zakresie zarówno logistycznym jak i w organizacji transportu. Zwłaszcza jak trzeba zorganizować przejazd całej drużyny na mecz kilkoma prywatnymi samochodami. Sam stawia do dyspozycji swój samochód, i jeszcze musi nakłonić kilka innych osób, żeby zrobili to samo. Trzeba też zorganizować środki na zakup paliwa do tych samochodów, albo być tak przekonującym, żeby użyczający transportu zasponsorowali jeszcze i paliwo. Klub wynajmuje busa tylko na kilka najdalszych wyjazdów, bo na więcej po prostu nie starcza środków. Pozostałe wyjazdy są organizowane prywatnym transportem działaczy i zawodników.

Tych kosztów, pokrywanych – jak się to określa w sprawozdaniach –  „z własnych środków”, nikt już nawet nie liczy. W każdym razie dwie drużyny Klubu nie mogłyby uczestniczyć w rozgrywkach ligowych, gdyby nie było ludzi, którzy nieustannie dopłacają do transportu. Kiedyś Skarbnik zaprowadzi jakąś ewidencję, żeby przynajmniej  ogólnie, zorientować się ile tych kilometrów zostało społecznie przejechanych na mecze wyjazdowe.
Umiejętność zachęcenia kogoś do zasponsorowania transportu na mecz wyjazdowy, czy kupienia czegoś dla Klubu nazywa się bardzo elegancko fundaraisingiem, ale potocznie częściej określana jest po prostu jako żebring. Też niby z angielska, i choć  już mniej elegancko, za to w sposób bardziej dokładnie oddający istotę rzeczy. Takie już jest życie, jak się podejmuje prezesowania małemu klubowi sportowemu. Tytuł Prezesa brzmi ładnie, ale proza życia już taka fajna nie jest. Trzeba być utalentowanym żebrerem, czyli człowiekiem nieustannie proszącym. Prawie wszyscy działacze społeczni zgodnie stwierdzają, że to jest najgorsza część działalności społecznej i dla siebie nigdy by czegoś takiego nie robili. Woleli by nie jeść, niż chodzić i nieustannie żebrać. Taka praca nie przynosi wielkiego uznania, a wręcz przeciwnie – człowiek jest uznawany za natręta. Trzeba mieć w sobie wiele siły ducha i optymizmu, żeby się nie zniechęcić.

Jest ciężko. Środków wystarcza jedynie na podstawowe wydatki. Gdyby można było kupić chociaż dresy, to już by było inaczej. Można by drużynę jakoś bardziej scementować. Takie zewnętrzne wyróżnienie się jest ważne, zwłaszcza dla juniorów, którzy podchodzą bardziej emocjonalnie i chcą się czuć związani z grupą. Piłkarze wielu innych klubów mają klubowe dresy.

Do tego dochodzą obowiązki związane z utrzymaniem boiska. Trzeba kosić boisko i kilka razy do roku cały okoliczny teren, w tym rowy, żeby całość nie przynosiła wstydu. Przecież przyjeżdżają drużyny z całego regionu i trzeba jakoś wyglądać. Piłkarze kupili za własne środki w Niemczech używany traktorek kosiarkę. Żeby zdobyć na niego środki, rozprowadzali kubki z logo klubu, które nabywali kibice i sympatycy. Widząc tę determinację, i takie trochę wzruszające zaangażowanie, znalazł się sponsor państwo – Ewa i Stanisław Matysowie, właściciele znanej działającej w Szczepanowie firmy MAY MAT, którzy zdecydowali się dołożyć brakującą kwotę (nawiasem mówiąc całkiem nie małą). Dzięki temu przynajmniej jest czym kosić trawę na boisku. Paliwo do kosiarki też jest kupowane w całości z własnych środków. Przy czym pojęcie „własne” należy rozumieć w ten sposób, że są to pieniądze prywatne działaczy, bo przecież klub nie posiada żadnych „własnych” dochodów. Rocznie na samo koszenie płyty boiska trzeba wydać co najmniej 600 zł na paliwo. A trzeba wykosić jeszcze  tereny wokół boiska, rowy itp. Wszystko pozgrabiać i wywieźć. Nic samo się nie zrobi i na wszystko trzeba pieniędzy, o czasie idącym rocznie w setki godzin nie wspominając.

20160615_181925

V-ce Prezes Jan Marzec, przygotowuje boisko do meczu

W porównaniu z innymi klubami, infrastruktura LKS ISKRA wygląda naprawdę bardzo skromniutko. Na to działacze nie mają żadnego wpływu, ale wszystkimi siłami starają się, żeby to co jest, wyglądało w miarę zadbanie. Skoszenie i wywiezienie trawy, to praca na co najmniej 4 -5 godzin za każdym razem. W jedno popołudnie po pracy się tego nie zrobi. W tak małym klubie prezes to nie jest jakieś panisko do wydawania poleceń. Może co najwyżej poprosić (też jakaś odmiana żebringu) żeby ktoś przyszedł trochę pomóc, a najpewniej będzie jak po prostu sam zabierze się do roboty. Nie może też liczyć, że ktoś  mu za te dziesiątki godzin zapłaci. Najczęściej na „stanowisku kierowniczym” zasiada viceprezes Jan Marzec. Obecnie mieszka w Tarnowie, ale rodzice pochodzą ze Szczepanowa, tu się buduje i z tym terenem chce związać przyszłość swoją i swojej rodziny. Dlatego angażuje się społecznie. Jak sam mówi: woli kosić trawę, niż zajmować się papierami.

Kierownikiem drużyny jest Patrycja Borowiec, która wzięła na sobie obowiązek pilnowania całej dokumentacji klubu. Zawodnicy przykładają się do każdego meczu, ale żeby taki mecz rozegrać, potrzeba całej biurokracji, którą ktoś musi wykonać. Trzeba wypisać dokumenty przed każdym meczem i dostarczyć je sędziom, pilnować kart zawodników, badań lekarskich itp. Taka szara robota, której nie widać, za którą się nie dostaje oklasków i nie ma się szans na  puchar wręczany przed publicznością. Dodatkowo Patrycja wzięła na siebie obowiązek prania strojów piłkarskich. Stroje pierze, dzięki uprzejmości strażaków, w pralce znajdującej się w remizie OSP. To duża pomoc ze strony strażaków, ponieważ klub nie dysponuje własnym lokalem gdzie można by umieścić pralkę. Początkowo stroje prali sami zawodnicy, ale to rozwiązanie się nie sprawdziło. Były trudności żeby zebrać cały komplet przed kolejnym meczem. Poza tym każdy zawodnik prał w różnej temperaturze i w takim proszku jakiego używa się akurat u niego w domu.  To powodowało, że już po kilkunastu praniach stroje różniły się od siebie znacznie. Bardziej się opłaca prać stroje przez jedną osobę.  Proszek do prania jest oczywiście kupowany również z „własnych” środków, ponieważ nie można ich pokryć z dotacji. Nie wiadomo dlaczego w gminie Brzesko tak jest, ponieważ w innych gminach nikt z tego nie robi żadnych problemów.

Działacze sportowi i zawodnicy od lat wszystko na boisku robią sami, jak się to mówi, gospodarczym sposobem. Sami zamontowali bramki, zrobili ławki i skromne wiaty dla drużyn. Sami, na ile tylko byli w stanie, wykonali ogrodzenie. Nie było to proste. Zdobywali materiał na słupki np. z rurek pochodzących ze starej kotłowni centralnego ogrzewania itp. Wszystko ma swoją ciekawą historię, której jakoś nikt do tej pory nie spisał, chociaż naprawdę warta jest spisania. Żeby np. zrobić ogrodzenie, beton był mieszany na podwórku Gabrysia i Piotrka Grodzkich, bo przecież na boisku nie było prądu, żeby można było podpiąć betoniarkę. Następnie wspólnie z Michałem Halikiem i jeszcze kilka kolegami, wozili ten beton na boisko, kopali dołki i wstawiali słupki. Zajęło im to ponad połowę wakacji, ale w ostateczności ogrodzili całe boisko. Wykonali w sumie prawie pół kilometra ogrodzenia. Potem założyli siatkę i boisko zostało ogrodzone. Niestety, nie udało się zrobić murka pod siatką, bo naprawdę już nie było z czego. To powoduje, że zabezpieczenie boiska nie jest wystarczające i w pewnych miejscach jest forsowane przez dziki, które rok rocznie niszczą z takim trudem utrzymywaną murawę.

i Sekretarz Karol Mróz

… i Sekretarz Karol Mróz

W okresie jesienno-zimowym działalność zamiera. Klubu nie stać na wynajmowanie sali sportowej. Poza tym, o ile seniorzy mogliby przyjechać na treningi, to dla juniorów byłoby konieczne zorganizowanie transportu, to oczywiste. W zimie zmrok zapada wcześnie, jest niebezpiecznie na drogach, więc konieczne byłoby wynajęcie busa, lub – jak zwykle –zorganizowanie kilku prywatnych samochodów, a to za kilka miesięcy od jesieni do wiosny byłyby spore koszty. Zbiórka, wyjazd, trening i powrót do domu, to wyprawa na kilka godzin. Gdyby w Szczepanowie była jakaś sensowna sala gimnastyczna, to byłoby inaczej – młodzież mogłaby po prostu sama sobie podejść na treningi. Niestety nie ma takiej sali gimnastycznej i wygląda na to, że jeszcze długo nie będzie. W ten sposób ciężka praca kilku miesięcy wiosenno-letnich jest w znacznej części corocznie marnowana, bo na wiosnę już nie wszyscy wracają do drużyny. Tak to już jest, młodzież podchodzi do wszystkiego co robi bardzo emocjonalnie. Trudno jej zrozumieć, że przez kilka miesięcy nie ma gdzie trenować. Czasami, kiedy zima jest łagodna,
a temperatura w okolicach zera, udaje się zorganizować jakieś zajęcia na Orliku – to wszystko.

Sportowcy nie ograniczają się do utrzymywania boisk, prowadzenia dwóch drużyn: juniorów młodszych oraz seniorów i kopania piłki, ale też uczestniczą praktycznie we wszystkich przedsięwzięciach organizowanych w Szczepanowie. W 2014r. wspólnie ze strażakami z OSP w Szczepanowie podjęli inicjatywę uporządkowania kwatery wojskowej z okresu I Wojny Światowej na cmentarzu. Chcieli, aby z okazji przypadającej 100 rocznicy wybuchu wojny, która przyniosła Polsce odrodzenie państwowości po 123 latach rozbiorów, straszliwie zaniedbana kwatera wojskowa została odnowiona. Włożyli w to bardzo dużo pracy, ale efekt jest tego wart. Od tego czasu sportowcy pilnują porządku na kwaterze wojskowej. Deklarują, że dalej będą tak robić, a jeżeli będą prowadzone dalsze prace związane z wykonaniem niezbędnego ogrodzenia itp. to chętnie się włączą. Wspólnie ze strażakami, radą sołecką i dyrekcją Szkoły w Szczepanowie organizują w czerwcu „Dzień Dziecka”, biorą udział w „sprzątaniu świata” nie tylko w tym dniu kiedy jest organizowana akcja, ale co najmniej kilka razy w roku, w tym przed różnymi świętami i uroczystościami których w Szczepanowie nie brakuje.

Sport ma służyć nie tylko spędzaniu wolnego czasu, bo przecież w dzisiejszych czasach jest wiele innych możliwości, z których komputer i Internet stanowi ostrą konkurencję. Chodzi o to, żeby młodych ludzi zachęcić do wysiłku, do pobycia trochę razem w realnym, a nie wirtualnym świecie. Sport to od lat sprawdzona forma kształtowania charakteru. Sekretarz Zarządu Karol Mróz jest o tym przekonany.  Właśnie kończy resocjalizację i szykuje się do obrony pracy magisterskiej pt. „Alkoholizm w opinii gimnazjalistów Gminy Brzesko”. Ma  jeszcze wiele pomysłów które chciałby zrealizować.

Strażacy i Piłkarze - Piknik z okazji Dnia Dziecka w Szczepanowie

Strażacy i Piłkarze – Piknik z okazji Dnia Dziecka w Szczepanowie

LKS ISKRA współpracuje z radą sołecką w Szczepanowie. Ma w radzie – podobnie jak strażacy – swojego przedstawiciela. Jest nim Andrzej Wolnik, z wykształcenia magister inżynier elektrotechnik. Zawodowo zajmuje się tworzeniem oprogramowania do sterowania robotami przemysłowymi, pracuje w Krakowie. Jako specjalista w tak skomplikowanej i zaawansowanej technologicznie branży, jeździ nieustannie po delegacjach, gdzie w różnych zakładach wdraża  kolejne projekty. Można o nim powiedzieć wszystko, tylko nie to, że się nudzi. Nie ma wiele czasu, nie gra w piłkę, ale stara się klubowi pomóc jak tylko może. W najbliższym czasie przejmie obowiązki skarbnika, ponieważ dotychczasowy skarbnik Tomek Kukułka, ożenił się i zamieszkał w innej, dość odległej od Szczepanowa miejscowości. Jako młody tata, jest teraz odpowiedzialny za rodzinę, ma więc inne obowiązki i nie jest jużw stanie angażować się społecznie w działalność sportową klubu któremu poświęcił kilka lat pracy.

Rotacja w Zarządzie jest duża, bo to naprawdę ciężka i wyczerpująca praca. Tego nie zrozumie nikt, kto nie popróbował takiej aktywności. Najwięcej krytyków, czy też raczej krytykantów, jest wśród takich, których nikt nigdy nie widział, żeby sami się zaangażowali w cokolwiek (oczywiście, oprócz krytykowania). Jak się to mówi: cudze ręce lekkie. Cudzymi rękami wszystko by się zrobiło bardzo szybko i łatwo. Ludzie którzy sami poznali smak – w tym również gorycz – społecznej działalności, nigdy nie krytykują, nawet jak się coś nie udaje. Wiedzą jakie to uczucie. Starają się jakoś pomóc, jeżeli nie materialnie czy też formie pracy, to przynajmniej wesprzeć duchowo i moralnie. To też ma wielkie znaczenie – pozwala nie poddawać się zniechęceniu.

Dla człowieka który pracuje zawodowo i przyjeżdża zmęczony do domu późnym popołudniem, zorganizowanie pracy klubu, pochłania praktycznie cały wolny czas. To wyczerpuje nie tylko fizycznie, ale również emocjonalnie. Po kilku latach jest się naprawdę zmęczonym i wypalonym, zwłaszcza jak w podziękowaniu słyszy się często złośliwości i spotyka nieustanne utrudnienia: nie można tego, nie można tamtego, wy byście tylko nieustannie czegoś chcieli itp. Po jakimś czasie przychodzi myśl: „po co mi to wszystko, co ja właściwie z tego mam”.

Praca działacza społecznego jest trochę jak orka w polu: kiedy przykłada rękę do pługa, wtedy widać równe bruzdy i efekty pracy, kiedy zniechęcony odchodzi, wtedy praca ustaje, a efekty dotychczasowego wysiłku porastają chwastami i bardzo szybko znikają. Szkoda tych lat ciężkiej pracy, dlatego pracują nadal, chociaż już od dawna przestali liczyć, że im ktoś za to podziękuje. Praca społeczna, to również praca z ludźmi. Nie wiadomo na jaki grunt padnie siane ziarno. Wśród młodzieży, która dzisiaj trenuje i gra na meczach nie interesując się za bardzo tym z jakimi troskami musi się codziennie mierzyć Zarząd (bo nie musi, nie to jest ich zadaniem), wykuwają się charaktery przyszłych działaczy społecznych. Nic nie powstaje z niczego – ex nohilo nihil. Warto wspierać takie małe kluby, pomagać działaczom sportowym w ich trudnej i odpowiedzialnej pracy. Za śmiesznie pieniądze wykonują pracę której wartości po prostu nie można wycenić. To nie jest żaden luksus czy fanaberia, to wychowywanie młodego pokolenia, które już niedługo w sposób naturalny przejmie stery naszej społeczności. Warto abyśmy przekazali te stery w godne ręce, ręce ludzi odpowiedzialnych, wychowanych najlepiej jak potrafimy. Każda złotówka przeznaczona na ten cel jest zawsze dobrze zainwestowana.

Mała ISKRA od lat boryka się z trudnościami, upada i nieustannie się podnosi. Działacze sportowi wierzą, iż przyjdzie jednak taki czas, że te lata będą kiedyś opisane w historii jako trudna i bogata przeszłość, a Klub doczeka się spokojniejszych czasów, kiedy będzie mógł  zająć się tym do czego jest powołany – wychowaniem młodzieży przez sport, a nie walką o przetrwanie każdego dnia.


Jan Waresiak

Zostaw odpowiedź.

Twój adres email nie będzie opublikowany.Pola wymagane *

*

Zwiększ czcionkę
Zmień kontrast