Nie przegap
Strona główna » Religia » Pomnażanie talentów

Pomnażanie talentów

Tradycje związane z chóralnym śpiewem w Szczepanowie mają już kilkadziesiąt lat. W sanktuarium istniał chór, z tym że męski i raczej 2 głosowy. Przez pewien czas organiści w Szczepanowie bardzo często się zmieniali i działalność chóru całkowicie zaniknęła, bo wiadomo, że prowadzenie takiego przedsięwzięcia jak chór, to zadanie ambitne i bardzo pracochłonne.

Sytuacja się zmieniła, kiedy nowym kustoszem Szczepanowskiego sanktuarium został obecny gospodarz ks. Władysław Pasiut. Lubi sprawdzone rozwiązania. Wszystko musi być na najwyższym poziomie. Kiedy zorientował się, że pod względem oprawy muzycznej dość słabiutko to stoi, przekonał do przyjazdu do Szczepanowa organistę z którym współpracował w swojej poprzedniej parafii i wiedział czego się po nim można spodziewać. Młody Wojciech Oleksyk, jeszcze wówczas kawaler, nie miał wiele do stracenia, więc chętnie podjął się nowego wyzwania, zwłaszcza, że Szczepanów, sławny jako miejsce urodzenia Św. Stanisława, był w jakiś sposób nobilitacją. Spakował więc co tam miał swojego i przeprowadził się do wynajmowanego mieszkania w Szczepanowie. Tak zaczął się nowy etap w jego życiu.

Postanowił reaktywować chór. Na początku było troszkę trudno, bo śpiewacy – choć niewątpliwie bardzo kochający śpiew – mieli jednak inne, oparte na dotychczasowych doświadczeniach, wyobrażenie o pracy chóru. Niektórzy mając już swoje lata, nie bardzo chcieli się pogodzić z tym, że taki młody ich poucza. Wszystko wymaga pracy żeby było na wysokim poziomie. Trzeba było skorygować różne błędy, a na dokładkę trzeba to było tak zrobić, żeby w miarę możliwości, nikogo nie urazić. Nie było lekko, ale jakoś się udało i w sumie bardzo się opłaciło. Młody Wojciech Oleksyk nie tylko kochał muzykę i był w tym dobry, ale dysponował również talentem organizacyjnym i umiejętnością przyciągania ludzi. Przekonał do siebie śpiewaków i podporządkowali się koniecznym regułom.

A na przykład w chórze, jakie ma zasady!
i musisz Go słuchać, na to nie ma rady.
Wszystkie polecenia, nawet byle jakie
musisz wykonywać, no na przykład takie:
że tylko na Niego wszystkie zerkać mamy –
i cóż mamy zrobić? – no wszystkie zerkamy.

Teraz już nikt nie ma wątpliwości, że chór mieszany dysponującymi męskimi basami i tenorami w połączeniu z damskimi sopranami i altami, to jednak zdecydowanie wyższa jakość. Zerkanie na dyrygenta zaowocowało dwoma płytami. Długo to zajmowało, bo pierwsza powstawała prawie przez cały adwent 2007roku, ale koniec wieńczy dzieło. A dzieło jest piękne. Staropolskie kolędy, na tle nachalnego w mediach Jingle Bell, brzmią fantastycznie. „Pieśń o narodzeniu Pańskim,” bardziej znana jako słynne „Bóg się rodzi” Franciszka Karpińskiego do melodii poloneza jest taka nasza, taka polska. Pokazuje czym jest staropolska kolęda do pięknych i mądrych słów oraz wspaniałej tak drogiej sercu każdego Polaka muzyki. Kolęda wyrosła z chrześcijańskich tradycji i mająca swój sens, bo czemuś służąca, w przeciwieństwie do infantylnych ni to pastorałek, ni to nie wiadomo czego, robiącego około świąteczny klimat w stacjach telewizyjnych. Słowa:

Podnieś rękę Boże dziecię, błogosław Ojczyznę miłą.
W dobrych radach w dobrym bycie, wspieraj jej siłę Swą siłą.
Dom nasz i majętność całą i wszystkie wioski z miastami.
A Słowo Ciałem się stało i mieszkało miedzy nami

-to jednak zupełnie inna liga niż dzwonią dzwoneczki, pada śnieżek….. i takie tam.

Równie niezwykłe wrażenie robi piękna, choć zdecydowanie mniej znana „Złota Jerozolima”:

Do szopy do szopy wszyscy,
kto ogrzać pragnie ręce.
Z darami, z darami,
z darami,, by odtajało serce.

Później nagrali drugą płytę z najbardziej lubianymi przez siebie utworami. W planie mają kolejną.

W repertuarze chóru znajdują się również bardzo trudne do wykonania pieśni po łacinie, bo szczepanowskie sanktuarium jako bazylika mniejsza, czyli kościół papieski, powinna stanowić pewien wzór do naśladowania. W związku z tym wprowadzona została praktyka mszy łacińskiej. Dla chórzystów to dodatkowe wyzwanie. Poradzili sobie z nim bardzo dobrze, choć łatwo nie było. Wiadomo, łacina nie jest językiem powszechnie używanym, a stopień skomplikowania formy polifonicznej tych pieśni, mógłby wprost doprowadzić do zawrotu głowy. Pierwsze wrażenie słuchaczy było do prawdy ogromne: o Matko Boska, co to jest!! Teraz łacińskie utwory zaskoczenia nie budzą (chyba że u niektórych gości), ale niewielu ma ambicje, żeby spróbować to zaśpiewać. Pozostaje delektować się słuchaniem.

Obecnie chór liczy kilkanaście pań i kilkunastu panów, łącznie ok. 27 osób. Oczywiście to się zmienia, bo jedni odchodzą, np. zakładają rodziny i opuszczają Szczepanów, albo wyjeżdżają do pracy, a przychodzą inne osoby. Na święta zawsze jest więcej, bo przyjeżdżają Ci członkowie, którzy pracują za granicą i kiedy są w domu, to oczywiście nie mogą sobie odmówić przyjemności wspólnego pośpiewania. Nikt by im zresztą tego nie bronił. Wprost przeciwnie, byłoby trochę dziwnie jakby ich nie było. Każdy kto był w chórze, jest jakby członkiem rodziny i z radością się na niego czeka.

Pomiędzy próbami kwitnie wspaniałe życie towarzyskie, opowiadaniom nie ma końca. Niektórzy mają naprawdę wybitne poczucie humoru i atmosfera jest niezwykła. To chyba – oprócz oczywiście zamiłowania do śpiewu – każe chórzystom przychodzić na próby, mimo wielu obowiązków. Jest oczywiście miejsce również dla nowych chętnych. Nie ma się co krępować, chyba nikt kto się później przyłączył nie ma jakichś niemiłych wspomnień związanych z castingiem.
Żadnych cudów się nie wymaga, to nie jest opera przepchana snobami, tylko sami normalni ludzie. Choć biorąc pod uwagę w jaki sposób podchodzą do spraw w życiu, to chyba nie do końca tacy normalni – są jakoś bardziej naładowani dobrą energią, przyjemnie się z nimi rozmawia i przebywa.

Chór nie tylko zapewnia muzyczną oprawę uroczystości w bazylice szczepanowskiej. Bardzo często jest zapraszany do okolicznych miejscowości, występował na CECYLIADZIE w Nowym Targu. Śpiewa na rozpoczęciu roku akademickiego w Małopolskiej Wyższej Szkole Ekonomicznej w Brzesku, uświetnia swoim śpiewem wszystkie uroczystości w gminie, gdzie jest potrzebny podniosły nastrój, którzy może zapewnić tylko śpiew chóralny. W Brzesku nie ma chóru, bo o jednak spore wyzwanie nie tylko artystyczne ale również organizacyjne. Nie jest łatwo tak pokierować wszystkim, żeby zachęcić kilkadziesiąt dorosłych osób, do regularnego uczestnictwa prze kilka lat w próbach. Wyniki tych ćwiczeń też nie przychodzą szybko. Ex nihili nihil – nic z niczego. Czyli to samo po chłopsku – bez pracy nie ma kołaczy.

Aby chór miał odpowiedni poziom trzeba regularnie ćwiczyć. To zaś wymaga czasu i cierpliwości. Taka jest prawda nie tylko zresztą w przypadku chóru, i choćby nie wiem jak zaklinać rzeczywistość, to jakoś nie chce być inaczej. Trzeba tak zorganizować swoje zajęcia w tygodniu, żeby znalazł się czas na udział w próbach. Są tacy którzy deklarują, że chętnie by się do chóru zapisali, ale nie mają czasu. Z czasem to już tak jest, że jest go tyle ile jest. Jednym wystarcza innym nie. Tym bardziej wielki szacunek należy się tym, którzy wśród licznych zajęć, mimo wszystko, znajdują czas na chór.

Trzeba wiedzieć, że szczepanowscy chórzyści to bynajmniej nie emeryci obfitujący w luksus wolnych dni. Jak większość mieszkańców, pracują zawodowo, mają swoje liczne obowiązki rodzinne, a często również i społeczne. Jest wśród śpiewaków min. sołtys Wokowic i Prezes Zarządu Gminne go Związku OSP Marian Czarnik, jest Pani Anna Lubowiecka, radna Rady Miejskiej w Brzesku i zarazem sołtys (burmistrz honorowy) Szczepanowa, wnikliwa obserwatorka życia, potrafiąca swoje obserwacje opisać wierszem, jak choćby ten o zerkaniu na dyrygenta. Pozostali również są bardzo aktywni.

Nie tylko śpiewają, ale często znajdują czas na jeszcze dodatkowe zajęcia i to na bardzo wysokim poziomie. Wśród chórzystów są pasjonaci biegania długodystansowego – Magdalena Klich, Marek Stępień, który pracuje systemie zmianowym w Carlsbergu, a na próby przyjeżdża aż Poręby Spytkowskiej, co nie ułatwia zadania. No i jest jeszcze sam dyrygent Wojciech Oleksyk. Wszyscy mają zaliczone co najmniej po kilka biegów maratońskich. Pan Marek Stępień ma ich w swoim dorobku aż 34! Takich wyników nie osiąga się przypadkowo. Potrzebny jest długi i solidny trening, a na to też potrzeba czasu i oczywiście chęci. Szczepanowski chór chyba ustanowił rekord Guinnesa w ilości maratończyków w przeliczeniu na jednego chórzystę. Trzeba jeszcze dodać, że jest reprezentowana w bardzo mocnym składzie grupa Nordic Walking. Panie, zwane popularnie „Kijankami”, przemierzają codziennie ulice Szczepanowa i okolicznych miejscowości z szybkością, której Struś Pędziwiatr by się nie powstydził. Być może w przyszłym roku zdecydują się na udział w zawodach? Kto wie? W każdym razie na pewno nie byłyby bez szans.

Okazuje się, że mimo tego, iż doba chórzystów, podobnie jak dla każdego innego człowieka, ma te same 24 godziny, to jednak jakoś potrafią znaleźć czas na te wszystkie zajęcia. Widocznie Bóg dając talent, daje jeszcze jeden dodatkowy dar – umiejętność właściwego ułożenia dnia i rozeznania co jest wartościowe i czemu warto poświęcić czas. Talent dostaje się za darmo, ale co się z tym darem zrobi, zależy już wyłącznie od człowieka. Można go wspaniale pomnożyć, a można głęboko zakopać i zmarnować. Drugiej szansy nie będzie, więc chyba nie warto czekać na jakąś bliżej nieokreśloną przyszłość, kiedy zrobi się coś, na co miało się ochotę, ale zawsze jakoś brak było czasu. Kto śpiewa dwa razy się modli – mówi Św. Augustyn. Coś pewnie w tym jest, bo chórzyści, mimo tych dobrowolnie przyjętych obowiązków, cieszą się łaską umiejętności dobrego gospodarowania swoim czasem i osiągają godne podziwu sukcesy również w innych dziedzinach życia. Nie zakopują talentów na zmarnowanie.


Jan Waresiak