Nie przegap
Strona główna » Felietony » Uczeń Wojownika

Uczeń Wojownika

aaaaaJakub Kwolek wygląda dość przeciętnie. W porównaniu do mięśniaków wyrzeźbionych na siłowni, napasionych różnymi odżywkami, czyli jak to niektórzy określają – paszą, wygląda wręcz niepozornie. Ale pozory mylą, wartość tego powiedzenia poznałby boleśnie na własnej skórze i kościach ktoś na tyle nieroztropny, że miałby ochotę takiego przeciętniaka nauczyć szacunku wobec swojej herkulesowej postaci. Jeżeli miałby jeszcze takiego pecha, że dałby się w jakikolwiek sposób chwycić, to zdumienie które w kilka sekund przerodziłoby się w przerażenie, spowodowałoby, że oczy nieszczęśnika stałyby się okrągłe jak jajka sadzone.  Bo jest coś, co Kubę wyróżnia wśród rówieśników, chociaż (niestety) można to zauważyć dopiero wtedy kiedy tego czegoś  używa, a wówczas jest już trochę za późno: jest zwinny, szybki jak błyskawica i zaskakująco silny, jak na kogoś kto na siłacza nie wygląda. Nieszczęśnik który dostanie się w bezpośredni zasięg jego rąk, czuje się mniej więcej tak jakby wpadł w objęcia kogoś w rodzaju tygrysa i boa dusiciela w jednym. Nawet nie bardzo wie kiedy znalazł się na ziemi i co się właściwie dzieje, wszędzie są ręce które duszą i nie pozwalają wykonać żadnego ruchu, nogi które blokują i cała reszta Kwolasa (jak czasem mówią koledzy), która również, jakimś dziwnym sposobem, jest wszędzie i nie daje oddychać. Dźwignie, bloki i żelazne uściski powodują, że wszystko boli i po krótkiej szamotaninie zdrowy rozsądek podpowiada, że lepiej się nie ruszać.

Jakub Kwolek z Brzeska jest Mistrzem Polski i zdobywcą Pucharu Polski w Ju Jitsu Ne Waza, członkiem Kadry Narodowej w tej dyscyplinie sportu. Razem z drużyną uczestniczył w Mistrzostwach Świata w Atenach.

Jego przygoda z Jiu Jitsu zaczęła się stosunkowo późno, bo dopiero w pierwszej klasie technikum. Jak sam twierdzi, gdyby mógł to zacząłby wcześniej, bo zawsze mu się sztuki walki podobały, ale wcześniej w Brzesku nie było takich możliwości i sekcji która by mu odpowiadała, a nie każdy ma możliwość dojeżdżać regularnie np. do Krakowa czy innego dużego ośrodka, gdzie  jest nieporównywalnie większa oferta. Na szczęście okazało się, że uczeń nie musiał daleko jechać, bo nauczyciel przyjechał do Brzeska. W ten sposób spełniła się jeszcze jeden  raz mądrość, że kiedy uczeń jest gotowy, mistrz zawsze się pojawi. Tym Mistrzem okazał się Pan Arkadiusz Klasa, bardzo utytułowany zawodnik, Mistrz Polski w BJJ (Brazylijskie Ju Jitsu) zdobywca III miejsca na Mistrzostwach Świata i Mistrzostwach Europy, a równocześnie bardzo utalentowany trener. Nie każdy nawet bardzo dobry zawodnik będzie dobrym nauczycielem. Do tego trzeba mieć dar. Trzeba umieć dostrzec w uczniu jego możliwości i umieć go zmotywować do ciężkiej pracy, bo przecież nic nie zrobi się samo i nie ma takiego mistrza na świecie, który by wychował wspaniałego zawodnika, jeżeli on sam nie będzie tego chciał. Nic nie powstaje z niczego. Pracowity, zdyscyplinowany i utalentowany uczeń w rękach wspaniałego mistrza i nauczyciela potrafi rozwinąć swój talent i zadziwić otoczenie. Czasami nawet potrafi zadziwić samego siebie. Kuba zaczął trenować bardzo systematycznie i ciężko, jakby chciał nadrobić stracony czas – lata kiedy trenera nie było i nie mógł robić tego co go fascynuje.
W brzeskim klubie trenuje jakieś dwadzieścia osób. Oczywiście nie wszyscy  tak samo regularnie i ciężko jak Jakub. Każdy dostosowuje swoje zaangażowanie do własnych możliwości czasowych i oczywiście ambicji. Nie każdy jest zainteresowany uczestnictwem w rywalizacji sportowej.

W klubie nie ma, tak jak w szkole, podziału na kolejne klasy. Wszyscy trenują razem. To trochę jak w rodzinie. Wiadomo że są starsi i młodsi, mniej lub bardziej zaawansowani. Atmosfera jest również jak w rodzinie, wszyscy sobie nawzajem kibicują, nikt nie usiłuje udowadniać drugiemu że tamten jest mniej wartościowy. Można się zapisać i dołączyć do grupy w każdym czasie. Oczywiście zawsze jest jakaś emocja i trochę strach jak mnie przyjmą, jak sobie poradzę bo będę przecież najgorszy. Początkowe obawy jednak bardzo szybko mijają, bo trener natychmiast zaopiekuje się nowym, poświęci mu dużo czasu i tak jakoś zrobi, że obawa szybko mija. Pozostali zawodnicy również potrafią się znaleźć. Ju Jitsu jest sportem kontaktowym, więc jest walka, ale każdy potrafi dostosować jej poziom do poziomu nowego kolegi tak, żeby go nie speszyć i zniechęcić. Ale oczywiście trzeba to pierwsze onieśmielenie przemóc w sobie i odważyć się spróbować. Nawet najdalsza i fascynująca podróż zaczyna się od zrobienia pierwszego kroku,  którego za nas przecież nikt nie zrobi. Nie ma się co długo zastanawiać, bo nie warto – trzeba po prostu przyjść i zacząć.

Kwolo zawsze miał zamiłowanie do sportu, dużo pływał i uczestniczył w zawodach pływackich, ale swój talent w pełni rozwinął dopiero kiedy pojawiła się możliwość trenowania Ju Jitsu. Fakt że było to w Brzesku, a więc nie trzeba było ponosić kosztów i wysiłku związanego z dojazdem do innych miejscowości, również miał znaczenie.

Już po roku ciężkiego treningu pojechał na swoje pierwsze zawody które odbyły się w Skale 22 marca 2014r. Od tego turnieju zaczął się kolejny etap jego rozwoju. Wygrał i nagle poczuł, że może walczyć z najlepszymi na zawodach rangi mistrzowskiej. Nie miał żadnych psychicznych blokad czy zahamowań, żadnego poczucia niższości że pochodzi z prowincji. To ważne, bo często nawet bardzo dobrze wyszkoleni zawodnicy, którzy świetnie sobie radzą na treningu w klubie, na zawodach zupełnie nie potrafią nawiązać równorzędnej walki. Pojawiła się kolejna możliwość startu, tym razem na oficjalnych Mistrzostwach Polski. Kuba podszedł bardzo ambitnie i poważnie do przygotowań do tego turnieju. Chciał się upewnić, że zwycięstwo w Skale to nie był przypadek. Trenował praktycznie codziennie, dodatkowo biegał. Chciał być przygotowany najlepiej jak tylko potrafi. Chciał mieć pewność że zrobił wszystko co powinien i dał z siebie wszystko. Mistrzostwa Polski odbyły się w Łodzi w dniach 8-9 listopada 2014 i zakończyły się rezultatem wymarzonym dla każdego zawodnika – zdobył złoty medal i tytuł Mistrza Polski w swojej kategorii. Na zawodach wystąpił w niebieskim kimono z dużymi białymi napisami na rękawach (nomen omen) – MANTO. To oczywiście nazwa firmy produkującej sprzęt sportowy i czysty przypadek, ale jak mówi ks.  Bronisław Bozowski: nie ma przypadków, są tylko znaki. A jeżeli chodzi o samo manto, to zdecydowanie lepiej być dawcą niż biorcą.

Potem przyszedł Puchar Polski zorganizowany właściwie na własnym podwórku, bo w sąsiadującym z Brzeskiem Borzęcinie. Puchar Polski był turniejem kwalifikującym do Kadry Narodowej na Mistrzostwa Świata w Atenach. Przyjechali na niego wszyscy, którzy się w Polsce liczą w tym sporcie. Każdy chciał zdobyć miejsce w kadrze i bilet do Aten. Dla każdego zawodnika już sam udział w Mistrzostwach Świata, a więc bycie zakwalifikowanym do światowej elity, jest wielkim wyróżnieniem. Ekipy z całej Polski mijały więc Brzesko i jechały do Borzęcina aby w wyniku wymagającej walki wybrać najlepszych reprezentantów Polski. Wybrać ekipę która nawiąże godną rywalizację ze elitą z całego świata. Udało się. Walcząc o swoją przepustkę do Aten Kwolo pokazał swoje waleczne serce i zawziętym pokonał dwóch aktualnych członków Kadry Narodowej. Pojechał na Mistrzostwa Świata i walczył dobrze, ale niestety trudno walczyć jednocześnie z przeciwnikiem i sędzią. Pozostało rozczarowanie i trochę żal, bo nie tak powinno być. Walka powinna się rozstrzygnąć na macie w uczciwej konfrontacji, a nie dzięki wątpliwym werdyktom sędziego. Trudno, w życiu bywa i tak. Charakter prawdziwego wojownika poznaje się przede wszystkim  po tym jak radzi sobie nie tylko wtedy kiedy święci tryumfy, ale właśnie po tym jak radzi sobie w trudnych chwilach. Teraz przygotowuje się do kolejnych mistrzostw Polski, do obrony tytułu, aby w ten sposób potwierdzić, że dotychczasowe sukcesy nie były przypadkowe.

Trenuje bardzo ciężko i poświęca na to dużo czasu. Przed ważnymi zawodami trenuje codzienne. Dobre wyniki nie przychodzą za darmo. Wszystko co przychodzi lekko w sumie nic nie jest warte. Wartościowe cele wymagają wysiłku, ale tylko o te wartościowe warto się ubiegać. Jego dzień jest bardzo poukładany i nie ma w nim miejsca na nicnierobienie. Po szkole krótka chwila odpoczynku, potem trening, powrót wieczorem i wówczas odrabianie zadań i przygotowanie się do lekcji na następny dzień i do spania – wszystko trochę jak w wojsku. Ale niczego nie żałuje i nie  uważa że przez taką dyscyplinę w cokolwiek w życiu traci.

Znalazł sobie pracę i w soboty pracuje aby zarobić jakieś pieniądze na swoje potrzeby i trochę odciążyć rodzinę, bo treningi jednak sporo kosztują. Złożone zostały dokumenty o przyznanie stypendium burmistrza. Gdyby dostał to stypendium to byłoby znaczne wsparcie. Potrafi sobie sam poradzić bo do tej pory sobie radzi, ale każda pomoc byłaby dobra. Mimo intensywnego wysiłku na codziennych treningach, nie stosuje żadnych odżywek czy suplementów, ponieważ są one po prostu bardzo drogie. Klub w którym trenuje też nie jest przez nikogo sponsorowany i musi się z czegoś utrzymać, więc składki muszą być. Tak więc tydzień Kuba ma ułożony do ostatniej godziny.

Mimo że ma wszystko tak poukładane, to jednak jakoś znajduje czas aby spotkać się z przyjaciółmi i bynajmniej nie żyje jak w klasztorze. Tak się jakoś składa, że swoje dwadzieścia cztery godziny na dobę, które innym nie wystarczają żeby pozałatwiać podstawowe sprawy, jemu wystarcza na wszystko co powinien zrobić, choć jest tego znacznie więcej niż u większości rówieśników. Prawda, że nie ma czasu na przesiadywanie setek godzin nad komputerowymi grami, albo na facebooku, ale taki realny, a nie wirtualny rodzaj życia bardziej mu odpowiada. Nie poprzestaje na fantazjowaniu tylko realizuje swoje plany. Uważa że Ju Jitsu wpływa bardzo pozytywnie nie tylko na ogólną sprawność fizyczną, ale w równie dużym stopniu poprawia zdolność koncentracji i sprawność umysłu. Nie ma wiele czasu, więc czas przeznaczony na naukę nauczył się bardzo intensywnie wykorzystywać. Nie udaje przez pół dnia że „się uczy”. Po prostu ma na jakiś przedmiot pół godziny albo czterdzieści minut i to ma wystarczyć. Nauka ma być nauką a nie udawaniem, dokładnie tak samo jak na treningu czy w czasie walki na turnieju. Człowiek powinien mieć do siebie szacunek i nie powinien się samooszukiwać, wtedy osiągnie sukces w tym co robi. Jest teraz uczniem VI klasy Technikum Budowlanego na popularnej Zielonce. W przyszłym roku będzie zdawał maturę i chciałby dalej studiować i zostać inżynierem budowlańcem, bo sport mimo tego że tak fascynujący, kiedyś się przecież skończy i trzeba będzie rozpocząć nowy etap życia. Regularny trening wyrabia cechy charakteru które stają się częścią osobowości: wytrwałość, odporność na przeciwności, wiarę w swoje możliwości. Te cechy ułatwiają osiąganie sukcesów również w innych niż sport obszarach życia, bo przecież dają o sobie znać nie tylko na macie, ale również w trakcie nauki, czy pracy. Ju Jitsu jest bardzo dobrym, wszechstronnie rozwijającym zawodnika sportem walki. Przy odpowiednim podejściu do treningów stosunkowo szybko można zauważyć pozytywne rezultaty. Pod opieką dobrego trenera, zawodnik rozwija się nie tylko fizycznie, ale również kształtuje w sobie pozytywne cechy osobowości. Jest to aktywność godna polecenia dla ludzi w każdym wieku. Gdyby brzeska sekcja znalazła swojego mecenasa, wówczas sukcesy sportowe mogłyby być jeszcze większe, ponieważ już teraz trenuje w niej wielu utalentowanych i pracowitych zawodników. Warto im dać szanse na dalszy rozwój. Potencjał ludzki, zarówno po stronie trenera jak i zawodników jest. Teraz potrzebne jest mądre wsparcie, a sukcesy nie każą na siebie długo czekać.


Jan Waresiak

1 komentarz

  1. Jakub Kwolek oby tak dalej wariacie!

Zostaw odpowiedź.

Twój adres email nie będzie opublikowany.Pola wymagane *

*