ADV
FelietonyWiadomości
na czasie

Są problemy, czy ich nie ma? Między krytyką a realnymi problemami

Po kolejnej dyskusji o sytuacji szpitala w Brzesku podczas sesji rady powiatu, do redakcji wpłynął email od mieszkańca, który słusznie zauważył, że nie każda uwaga jest hejtem, a dostrzeganie niedociągnięć może pomóc w ich eliminowaniu.

W trakcie ostatniej sesji kolejny raz rozgorzała długa dyskusja nt. szpitala w Brzesku. W toku dyskusji starosta Andrzej Potępa podkreślił, że nakręcanie fali krytyki opartej na niesprawdzonych informacjach jest nieuzasadnione. Z kolei radny Zbigniew Stanuszek zwrócił uwagę na sedno problemu – „nie chodzi o podsycanie czy podjudzanie, ale o realne problemy, które same wychodzą w trakcie dyskusji, bo choć się o nich mówi, często jednocześnie się je bagatelizuje”.

Do tych wypowiedzi i naszego artykułu poświęconego tematom szpitalnym w trakcie ostatniej sesji odniósł się jeden z mieszkańców Powiatu Brzeskiego, który na naszą skrzynkę redakcyjną przesłał kilka refleksji.

Nt ostatniej sesji pisaliśmy w materiale: Dobre wyniki i trudne wyzwania. O szpitalu w Brzesku podczas sesji powiatowej <==

Gdzie leży prawda? Zapewne pośrodku. Nie wszystko jest hejtem i nie zawsze trzeba reagować niczym oblężona twierdza. Jeśli osoby zarządzające szpitalem czy starostwo chcą uniknąć narastania problemów – co przy tak dużej liczbie pacjentów i personelu jest naturalne – warto im zapobiegać albo od czasu do czasu spojrzeć na pewne sprawy świeżym okiem.

– Jako mieszkaniec powiatu brzeskiego co jakiś czas korzystam z usług SPZOZ Brzesko – zarówno z SOR-u, jak i poradni. Doceniam prowadzone inwestycje, niezależnie od tego, kto aktualnie zarządza placówką. Jednocześnie dostrzegam rzeczy, które mogą irytować pacjentów, a na które personel – zajęty swoją pracą – nie zawsze ma czas zwrócić uwagę.

Jeśli chodzi o SOR, niedawno korzystałem z pomocy na odnowionym oddziale. O ile osobiscie czuje się zaopiekowany na odpowiednim poziomie, to jednak nieco kluje mnie w oczy np. brak krzeseł na korytarzu oddziału, gdzie bliscy i osoby wymagające opieki muszą czekać na stojąco przed gabinetami lekarskimi w oczekiwaniu na wypis. Zrozumiałe jest też, że SOR ma określoną przepustowość, a o tym nie zawsze mają wiedzę pacjenci oczekujący na triaż. Sama poczekalnia również nie jest z gumy i osoby oczekujące maja czasami trudność żeby się pomieścić.

– Kolejna kwestia to dostępność budynku. Szpital z natury powinien być dostosowany do osób z ograniczeniami ruchowymi, tymczasem już przy wejściu pojawiają się trudności, które irytują pewnie setki osób. Pierwszy przykład z brzegu – brak drzwi automatycznych dla osob wchodzących. Tzn. drzwi automatyczne są – ale tylko dla osob wychodzących. Od strony wejścia fotokomórka już nie działa. Pozostają drzwi, które są wyzwaniem dla osób np. o kulach lub na wózku. Muszą liczyć na pomoc innych osób. To nie jedyny problem w obrębie wejścia. Wychodząc ze szpitala głównym wejściem można zapomnieć o skorzystaniu z podjazdu. W tym tygodniu „wybebeszona” fotokomórka na drzwiach nie pozwala wyjechać na rampę prowadzącą do budynku. Miejmy nadzieję, że to tylko chwilowy problem, a nie sprawa, która ciagnie się od dłuższego czasu.

Zastrzeżenia budzi też funkcjonowanie poradni. Przykładowo – wizyty wyznaczane są na konkretne godziny, ale w praktyce i tak rządzi kolejka. Brakuje jasnych zasad, a system wizyt godzinowych działa jedynie teoretycznie. Problem leży częściowo po stronie organizacji, a częściowo samych pacjentów.

Zacznijmy może od tych ostatnich – co z tego, że lekarze wyznaczają konkretna godzinę wizyty, skoro kolejka wie swoje i i tak trzeba odstać frycowe. Podobnie jest z powrotem np. z prześwietlenia do gabinetu… Trzeba mieć naprawdę grubą skórę by nie czekać ponownie w kolejce. Powinny być jasno określone zasady – nie żadna kolejka, a wizyty na określoną godzinę – tak aby np. osoby które biorą wolne z pracy na wizytę u lekarza w godzinach porannych nie marnowały calego dnia w bezsensownej kolejce. Ktoś musi przecież pracować i generować PKB z którego idą m.in. środki na utrzymanie służby zdrowia.

Od strony organizacyjnej widać też dziwne niedociągnięcia. Czy poważne jest to, że lekarz musi wstawać od biurka i robić za odźwiernego wpuszczając każdego pacjenta? Czy to zadanie dla specjalisty którego praca kosztuje grube pieniądze? Chyba nie bardzo. Czy prosty elektrozamek w drzwiach i np. niewielka sygnalizacja świetlna (czerwone/zielone światło) warte może razem 100-200 zł nie są oczywistym rozwiązaniem?

A to nie jedyne problemy z jakimi mierzą się lekarze w szpitalu. Problemem może być też zachowanie personelu technicznego – (z własnego przypadku) gdy z powodów problemów technicznych nie przechodziły np. wyniki badań tomograficznych czy rentgenowskich. Informatyk z którym lekarz próbował się wielokrotnie skontaktować przez kilkadziesiat minut ignorował jego telefon. Czy takie zachowanie jest poważne? Specjalista ma tracić czas bo ktoś nie raczy odebrac telefonu w godzinach pracy?

To o czym piszę – nie jest czepialstwem, ani tym bardziej mitycznym hejtem. To są moje bezstronne obserwacje – osoby, która sporadycznie korzysta z usług szpitala i widzi rzeczy, które – przy niewielkim wysiłku – można byłoby poprawić.

A wy macie jakieś uwagi i konstruktywne propozycje, które mogą pomóc lepiej funkcjonować brzeskiemu szpitalowi? Piszcie na nasz adres redakcja@informatorbrzeski.pl .

foto: SPZOZ Brzesko

Materiał nadesłany

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

For security, use of Google's reCAPTCHA service is required which is subject to the Google Privacy Policy and Terms of Use.

Back to top button